blinded by the lights

ROZDZIAŁY: jedynka, dwójka, trójka
,czwórka, piątka, szóstka, siódemka, ósemka, dziewiątka, dziesiątka, jedenastka

oceniają:
szekspirowskie, aestimo, oceniam opowiadania

12. zakończenie.

sobota, 30.lipca.2011, 04:00
trochę dłużej, ale to już ostatni rozdział. zajęło mi siedem miesięcy, żeby go napisać i dokończyć. dużo rzeczy stało się w trakcie. w życiu wszystko mi się poukładało, spotykam się czasem z tym 'moim' maciejem i czuję, że nie ma sensu ciągnąć naughty, skoro wyleczyłam się z tego. jestem teraz na juneau.mylog.pl w dość podobnym kilmacie, jeśli chcecie. jeśli jeszcze w ogóle ktoś to czyta, to dziękuję za ten czas.




To był wyjątkowo ciężki dzień i wieczór. Nie wiedziałam jeszcze, czy bezpośrednia konfrontacja z Maciejem była mądrym pomysłem. Całkiem dobrze radziłam sobie bez niego i bez Aleksa. Może jednak powinnam być sama? Tęskniłam, ale za kim, za jakim uczuciem? Zaraz po tym, jak zobaczyłam Maćka, miałam mieszane uczucia, teraz zaczęły się powoli klarować.
- Nie myślisz, że to był tylko seks? – zapytała tego samego wieczora Kamila. Siedziałyśmy na podłodze w moim pokoju i piłyśmy wino. Ja, żeby zagłuszyć szumiące myśli, Kamila dla towarzystwa. Jej nagłe pytanie zbiło mnie z tropu. Zakręciłam prawie pustym kieliszkiem i zastanowiłam się nad odpowiedzią.
- Z Maćkiem? Nie wiem – szczerze przyznałam. Kamila wstała i otworzyła okno, co niewiele dało, bo powietrze było ciężkie i parne, nieznośne. Otwarte okno paradoksalnie wzmocniło upał. Przetarłam mokre czoło i związałam wilgotne włosy na czubku głowy.
– Przecież nie kochałam się z Aleksem. To jest ten klucz? – dodałam zamyślona. Czyżby o to chodziło? Żeby poznać odpowiedź, miałam kochać się z Aleksem? To by było nieludzkie, perfidne. Kamila wzruszyła ramionami.
- Powiem ci coś. Zobacz, jak było z Oliwią: wielka miłość, zaręczyny, ale co z tego? Miesiąc po oświadczynach sama wiesz co się stało – powiedziała z naciskiem. Przymknęłam oczy i przełknęłam głośno ślinę. Czy ze mną też by tak było? Wystarczyłoby kiwnięcie palcem innej dziewczyny i by uległ? Nigdy się na tym nie zastanawiałam, ale Kamila pewnie miała rację.
- A Aleks cię kocha, wiesz o tym doskonale – dodała. Wiedziałam o tym, chociaż starałam się usunąć tę myśl z głowy. Kiedy wyszłyśmy z klubu (zostawiłam Macieja bez odpowiedzi i uciekłam przez drugie wyjście) Kamila przyznała, że dla Aleksa wciąż jestem ważna. Schowałam twarz w dłoniach.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym cofnąć czas, zacząć wszystko od nowa, nie wchodzić w te pojebane relacje z Maćkiem. Wiem, że niektórych rzeczy nie można wyjaśniać do końca, ale to przecież moje życie, do cholery. Czy to nie może być prostsze? Nie możesz po prostu kogoś kochać i z nim być? – mruknęłam, opróżniając kieliszek. Kamila westchnęła.
- Gdyby to było takie łatwe. Posłuchaj, co ci mówi rozsądek, to z reguły najlepsze rozwiązanie.
- Zostawić obu. Zapomnieć i żyć dalej – przyznałam. Tak, rozsądne, ale cholernie bolesne i trudne.
- A serce? – zapytała Kamila ponownie. Zastanowiłam się nad odpowiedzią.
- Że powinnam spróbować czegoś, zanim to skreślę. – odpowiedziałam. Kamila uśmiechnęła się znacząco. Wskazała na telefon.
- Więc chyba wiesz, co teraz zrobić.
Doskonale wiedziałam. Szybko wyszukałam numer Macieja i zadzwoniłam. Odebrał po jednym sygnale.
- Dlaczego uciekłaś? Znowu to zrobiłaś – powiedział, przekrzykując szum ulicy. Zamknęłam oczy, próbując uspokoić gwałtowne bicie serca. Musiałam to zrobić, żeby się przekonać, która droga jest dobra. Jeśli to będzie błąd, trudno. Od tego jest młodość.
- Przepraszam, musiałam wszystko przemyśleć. Możemy się spotkać? Jak najszybciej – powiedziałam gorączkowo dopierając słowa. Kamila siedziała obok, tupiąc zniecierpliwiona nogą. Maciej zaśmiał się cicho.
- A jak myślisz, gdzie teraz jestem? Otwórz mi drzwi – powiedział i się rozłączył. Pisnęłam zaskoczona, a Kamila zaczęła w popłochu zbierać swoje rzeczy. Uściskała mnie pospiesznie i na odchodnym powiedziała.
- Zrobisz co musisz. Chodzi o twoje szczęście; żeby poznać odpowiedź na te wszystkie pytania, wpuść go tu i wyjaśnij.
Kiwnęłam głową. W lustrze uchwyciłam swoje odbicie – zaczerwienione policzki i potargane włosy, poplamiona szara koszulka z dekoltem, brak stanika i tylko majtki. Widziałeś mnie już w każdy możliwy sposób, dlatego nie czuję się zażenowana. Po minucie stoisz już w drzwiach wejściowych, a ja to wszystko po prostu wiem. Kochaliśmy się inaczej. Czulej, wolniej. Myślę, że powiedzieliśmy sobie wszystko – każda pieszczota była wyrazem jakiś uczuć, każde pchnięcie nową obietnicą, a moje paznokcie wbijające się w twoje plecy – nowym znakiem na przyszłość. Zapisywaliśmy to wszystko na sobie, w swoich ciałach. Nie dotarliśmy nawet do sypialni, oparłeś mnie o ścianę i zdjąłeś moje majtki. Nie było w tym jednak dawnej, typowej dla naszego seksu gwałtowności. Zdawałeś się mówić, ze dopiero teraz zaczynamy to wszystko, jakby cały poprzedni rok nie istniał, nie było tych wszystkich orgazmów i niszczącego seksu. Czułam się, jakby to był nasz pierwszy raz, bo poznałam cię z tej drugiej strony. I kiedy wybuchłam płaczem podczas orgazmu, przytrzymałeś mnie mocniej czekając, aż się uspokoję. Kiedy mi przeszło, odgarnąłeś mokre włosy z mojej twarzy i uśmiechnąłeś się leniwie.
- Cholernie dzisiaj gorąco, prawda? – zapytałeś. Roześmiałam się, uspokojona. Nie bardzo rozumiałam, co się właśnie stało – jesteśmy razem, czy nie? Pokiwałam jednak głową w odpowiedzi na twoje pytanie. Cholernie – potwierdziłam. Zaniosłeś mnie do pokoju i położyłeś na zimnym parkiecie. Cudownie chłodził nasze rozgrzane ciała. Czołem oparłeś się o moje ramię. Serce cały czas biło mi jak oszalałe, kiedy o wszystkim myślałam. O naszym seksie, o naszych rozmowach, wspólnych przygodach. Mamy po dwadzieścia lat, a na plecach bagaż doświadczeń z tej przedziwnej historii. Jednak wystarczyło te kilka minut, żebym zrozumiała. Ale zanim cokolwiek powiedziałam, Maciej sam zaczął mówić.
- Nie byłoby jak z nią, wiesz o tym? Ona nic nie znaczyła – szepnął. Spojrzałam na niego zaskoczona; czy znowu czytał mi w myślach? Pokiwałam głową, czekając na kolejne słowa. Byłam przerażona tym, do czego zmierza.
- Oliwia nie była szczególna. Ty jesteś. Coś nas łączy – dodał. Westchnęłam i uwolniłam się z jego ramion. Zrobiło mi się zimno, więc poszukałam jakiś ubrań. Maciej czekał na odpowiedź, spoglądając na mnie.
- Nie oczekuję, że rzucisz mi się w ramiona i wyznasz miłość, ale mogłabyś coś powiedzieć – mruknął z uśmiechem. Usiadłam na kanapie i zagryzłam wargę. Pomyślałam o słowach Kamili, o swoich uczuciach, o tym, że powinnam wreszcie ruszyć do przodu. Stanie w miejscu mi nie pomoże, cofanie się, wracanie do tego, co było – popełniłam wiele błędów. Nie mogłam usiedzieć spokojnie, wyszłam więc na balkon, poszedłeś za mną. Wyglądałeś na zaniepokojonego.
- Iza? - szepnąłeś. Zamknęłam oczy, pozwalając łzom spłynąć po policzkach. Ten rok był dla nas trudny, był trudny dla mnie i Aleksa. Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że to tylko nasza sprawa – dotyczyła także Oliwii, dotyczyła Aleksa. Nie chodziło o to, że byli młodzi i powinni się bawić, korzystać z życia, bo na poważne związki przyjdzie czas. Dopiero teraz zrozumiałam, że nie mogę traktować najbliższych jak materiały testowe dla moich błędów. Zrobiłam za dużo złych wyborów. Kolejnym byłoby zostanie z Maćkiem, powrót do Aleksa.
- Wyjeżdżam na semestr do Hiszpanii – powiedziałam. Nie wiedziałam, czy to był dobry moment na takie wyznanie. Sama dowiedziałam się o tym niedawno – komisja rozpatrzyła pozytywnie moje podanie, miałam niedługo wyjechać i wrócić dopiero w przyszłym roku, na zimę. Maciek był w szoku, ale pogłaskał mnie po ramieniu.
- Nie szkodzi, mogę na ciebie poczekać – powiedziałeś. Spojrzałam na niego z powątpiewaniem. Doskonale wiedziałam, że to nie jest prawda.
- Maciek, wiesz przecież, że to się nie uda, spotkasz jakąś pijaną laskę i stanie się to, co się stanie. Nie wiem w sumie, czy chcę, żebyś czekał, bo to nie w naszym stylu – mruknęłam. Cofnąłeś dłoń, wyglądałeś na zdenerwowanego.
- Sama nie wiesz czego chcesz. Dlaczego wtedy zawracasz mi głowę? Wmawiasz sama sobie, że nic nas nie łączy, dzwonisz do mnie, ryczysz, kochasz się ze mną, a potem mówisz, że wyjeżdżasz na pół roku. Co jest z tobą nie tak? Doskonale wiesz, co czuję, wiesz też, jaki jestem. Nie robię takich rzeczy, jeśli mi na kimś nie zależy. Oliwia była po prostu dziewczyną, która się mną zainteresowała, a ja uwierzyłem, że w takim razie to ta jedyna. Tak, byłem głupi, ale wiedziałem, czego chcę i walczyłem o to. Rozstałem się z nią, bo chciałem być z tobą. Skoro rozstałaś się z Aleksem, powinniśmy być razem, nie rozumiesz? Po co uciekasz do jakieś cholernej Hiszpanii, myślisz, że to rozwiąże twoje problemy? - powiedziałeś.
Zabolało mnie, jak dużo racji miałeś. No bo co ja właściwie wyrabiałam? Czy semestr na uczelni tysiące kilometrów od domu coś naprawi? Jedynie pokomplikuje mi życie jeszcze bardziej.
- To nie jest tylko sprawa między nami, Maciej. Chodzi też o Aleksa. Wiem, że to, jak się zachowuję, jest nie w porządku, ale co innego mam zrobić? - zapytałam szeptem. Byłam ogromnie zestresowana, nie zdawałam sobie sprawy, jak ciężko jest żyć w ten sposób.
- Nie umiem tak żyć, nie jestem jak te dziewczyny, które kłamią bez zająknięcia, wiesz przecież. Czasem chciałabym zrobić coś, żeby cofnąć czas – dodałam. Maciej zaklął pod nosem i cisnął przed siebie niedopałkiem papierosa.
- Więc tym właśnie jestem? Pierdolonym błędem, który chciałabyś wymazać z pamięci? Przypomnę ci, bo może zapomniałaś: siłą cię nie brałem, błagałaś mnie, żebym się z tobą kochał. Nie pamiętasz, jak szeptałaś, że pragniesz mnie tak bardzo, że musimy to zrobić? - wycedził, patrząc mi prosto w oczy. Zaczerwieniłam się, na myśl o tym, że takie słowa wyszły z moich ust. Uświadomił mi, że faktycznie wybielam się jego kosztem.
- Jezu, nie. Doskonale wiesz, że tak o tobie nie myślę, do cholery! Chodzi mi tylko o to, że bez tego nasze życie byłoby inne. Łatwiejsze. Nie chciałam być tą trzecią – wyjaśniłam zrozpaczona. Łzy spływały mi po twarzy. Maciej pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Nie mogę znieść tego, że odkąd robimy to wszystko, to nie rozmawiamy już o niczym innym. Kiedy ostatnio po prostu z czegoś żartowaliśmy? Byliśmy świetnymi przyjaciółmi, seks nam nic nie ułatwił – dodałam. Ty usiadłeś na podłodze, opierając się o chłodną ścianę.
- Masz rację. Cholernie mnie to męczy, przecież nigdy nie byliśmy konfliktowi, a nagle nie umiemy znaleźć wspólnego języka – zgodziłeś się ze mną. Pokiwałam głową, zapalając kolejnego papierosa. Maciej wyjął mi go z ust.
- Plus przy mnie za dużo palisz – dodał z bladym uśmiechem. Wyrzucił go, a ja oparłam się o jego ramię.
- Nie uda nam się przyjaźnić – szepnęłam zachrypniętym od płaczu głosem. Próbowałam znaleźć jakiś kompromis. Chłodno przeanalizować wydarzenia ostatnich miesięcy. Czy faktycznie pożądałam go aż tak bardzo? A jeśli nie, to dlaczego więc z nim sypiałam? Przecież nie każde nasze spotkanie kończyło się seksem. Maciej westchnął.
- Dlaczego nie? To by się mogło udać, gdybyśmy określili kilka zasad. - mruknął. Spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Zasad? - powtórzyłam. To by miało sens. Miałoby, gdybyśmy ich przestrzegali.  
- Dobra. Pierwsza zasada: żadnego seksu. Żadnych podtekstów, dwuznacznych dotyków, całowania. - powiedziałam. Maciej zamknął oczy.
- Już nigdy? To był nasz ostatni raz? - spojrzał na mnie ze smutkiem. Pokiwałam twierdząco głową. - Dobra, rozumiem. Ale możemy chyba wspominać nasze hm, chwile? Stopniowe naprawianie tego całego bałaganu w jakiś sposób mnie uspokoiło. Odzyskiwałam kontrolę nad własnym życiem; powoli, ale naprawiałam błędy.
- To będzie druga zasada – zgodziłam się. Zrozumiałam, że nasza przyjaźń byłaby możliwa, bo tak naprawdę żadne z nas nie było zakochane w tym drugim. To, że Maciej tak powiedział, uznaję za chwilę słabości. To, że za nim tęskniłam – cóż, tego nie umiałam wyjaśnić. Ale wiedziałam, że jest jakieś realne wytłumaczenie. Maciej spojrzał na zegarek.
- Nic tu po mnie. Zadzwoń czasem – powiedział. Zgodziłam się zadzwonić w najbliższym czasie. Wróciliśmy do środka, a Maciej ubrał się. Przyglądałam mu się z nostalgią; więc to ostatni raz, kiedy się przy mnie ubierał. Uśmiechnęłam się smutno, nie bardzo wiedząc, jak zareagować. Widziałam, że Maciej robi to wszystko z ociąganiem. Wiedział, że jak tylko ode mnie wyjdzie, nasze relacje nabiorą innego wymiaru. Taką miałam przynajmniej nadzieję. Kiedy już włożył buty, podszedł do mnie z niewyraźną miną.
- Śmieszne, ale to chyba ostatnie takie spotkanie – powiedział. Pokręciłam głową, uśmiechając się.
-  Tak. Może teraz będzie lepiej – odpowiedziałam. Maciej pocałował mnie w policzek i otworzył drzwi. Odwrócił się ostatni raz i powiedział:
- Obyś miała rację. Odezwij się niedługo.

- Kochanie, widziałaś mój telefon? - Aleks wyszedł z kuchni, popijając kawę. Spojrzał na mnie pytająco i pocałował mnie w policzek. Wskazałam na stolik przy łóżku.
- Pod tymi wszystkimi papierami słyszałam jakieś wibracje – odpowiedziałam. Tak, wróciliśmy do siebie. Aleks był w stanie mi wybaczyć, a ja dać się znowu pokochać. Uznaliśmy, że nie będziemy wracać do tamtego okresu, jak nazywaliśmy ostatni rok. Imię Macieja nie padało w naszym rozmowach, nic mi nie wypominał, chociaż doskonale wiedziałam, że pewnie i tak go to boli. Jednak nigdy nie dał mi do zrozumienia, że ma zamiar do tego wracać, wypytywać, poznawać szczegóły. Wynajęliśmy wspólnie mieszkanie, nic wielkiego, zwykła kawalerka, ale czułam, jakbyśmy poznawali się na nowo. Tak czy tak wyjeżdżałam na wymianę studencką – chciałam nawet z tego zrezygnować, ale Aleks powiedział, że jakoś sobie poradzimy. Wiedziałam, że nasz związek wchodzi na nowy, bardziej dojrzały etap. Czasem rozmawiałam z Maciejem. Kiedy dowiedział się, że ja i Aleks wróciliśmy do siebie, przez chwilę w to nie wierzył, ale później życzył mi jak najlepiej.
- No, zasługujesz na taki rozwój wydarzeń – powiedział. Pokiwałam głową i przycisnęłam telefon bliżej do ucha. Mogliśmy od razu postawić na zwykłą przyjaźń, a nie wdawać się w romanse. Byłam szczęśliwa, chociaż wiedziałam, że przede mną długa droga do tego, żeby odbudować mój związek z Aleksem. Sama byłam już zirytowana własnym brakiem zdecydowania. Ale patrząc jak Aleks robi kanapki i co jakiś czas posyła mi buziaka, wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję.

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
- Masz dowód? - upewnił się tysięczny raz Aleks. Przewróciłam oczami, udając, że mnie to irytuje. Tak naprawdę to było słodkie.
- Nie, zostawiłam go w domu razem z bagażem i własną głową. Kochanie, o wszystkim pamiętałam – odpowiedziałam, całując go w ramię. Okropnie za nim tęskniłam, a jeszcze przecież był obok. Byłam załamana, że wyjeżdżam; o wiele bardziej wolałabym zostać tu z nim i naprawiać dalej nasz związek. Ale gdzieś w głębi wiedziałam, że to dobra droga. Aleks potargał mi włosy i chwycił za ramiona.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tęsknię – mruknął, patrząc na mnie. Starałam się nie płakać, co mi oczywiście nie wyszło. Całą drogę ryczałam jak dziecko, a teraz znowu czułam, jak zaciska mi się gardło. Głos Aleksa też się łamał, ale wiedział, że jeśli zobaczę go płaczącego to coś mi przeskoczy w głowie i zwyczajnie tu z nim zostanę.
- Szybko zleci. Będziemy rozmawiać przez telefon, a czasem pokażę ci kawałek cycka przez kamerę – odpowiedziałam, siląc się na uśmiech. On jednak nie odwzajemnił go, tylko przytulił mnie mocno.
- Mam nadzieję, że nie znajdziesz sobie żadnego cholernego Hiszpana – szepnął. Roześmiałam się przez łzy.
- Pewnie, od razu trzech – droczyłam się z nim. To było takie nasze – małe przekomarzania, głupie żarty. Nie miałam pojęcia, jak mogłam od tego uciekać i to zaniedbywać. Staliśmy tak chwilę, tuląc się do siebie. Byłam już po oddaniu bagażu i odebraniu biletu, czekałam tylko na ostateczny głos mówiący, że mam się stawić przy bramce numer dwa – lot z Gdańska do Mediolanu, godzina trzynasta piętnaście. Dwie koleżanki z roku które także leciały ze mną już tam były.
- Pasażerowie lotu numer 234 z Gdańska do Mediolanu proszeni są o udanie się do bramki numer trzy – usłyszałam. Aleks westchnął i chwycił moją walizkę bagażu podręcznego. Wjechaliśmy ruchomymi schodami na górę, gdzie znajdowały się bramki odpraw.
- Idź już, bo się całkiem rozkleję – pogoniłam Aleksa. On pomachał do moich koleżanek i ponownie spojrzał na mnie. Masz rację. Lepiej pójdę. Ale i tak odjadę dopiero aż twój samolot odleci – zastrzegł. Westchnęłam i przymknęłam oczy.
- Dobrze, kochanie. No, to... do zobaczenia, co? - mruknęłam, bo głos łamał mi się coraz bardziej. Nienawidziłam pożegnań, zupełnie sobie z nimi nie radziłam. Aleks skinął głową i objął mnie mocno.
- Kocham cię, Iza. Będę tęsknił – powiedział. Pocałowałam go mocno i przez chwilę tak jeszcze staliśmy, dopóki moje koleżanki mnie nie zawołały. Wypuściłam Aleksa z rąk i powoli poszłam w ich stronę. Odwróciłam się raz jeszcze i krzyknęłam, że też go kocham. Aleks uśmiechnął się i pomachał mi, tyłem idąc w stronę ruchomych schodów. Wszedł na nie i ostatni raz posłał mi buziaka.
- I poszedł – powiedziała Ala, koleżanka z roku. Objęła mnie.
- Zobaczysz, będziemy się dobrze bawić, a czas szybko zleci – dodała. Zuzia, druga dziewczyna z którą jechałam, uśmiechnęła się.
- Będzie super, a z Aleksem będziesz mogła mieć gorące randki na Skypie – mruknęła. Roześmiałyśmy się, ja co prawda przez łzy, ale jednak. Przed nami nie było aż tak dużo osób, ale trzeba było czekać chwilę na odprawę. Rozglądałam się, bo myślałam, że może Aleks wrócił i gdzieś tam stoi. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zamiast Aleksa, zobaczyłam opartego o barierkę Macieja. Kolejka się ruszyła i była już kolej Zuzi, która była druga przede mną, więc wiedziałam, że nie mam czasu na podejście. Nawet tego nie chciałam. Maciej skinął mi głową, a ja uśmiechnęłam się do niego – nie miałam już żalu, nie czułam bólu ani złości, może jedynie na siebie, że tak to wszystko wyszło. Widziałam go pierwszy raz od miesiąca i tęskniłam za nim jedynie jak za przyjacielem. Kiedy odwzajemnił mój uśmiech, poczułam się jak dawniej; jak zauroczona nim siedemnastolatka, która nikogo nie ma i skrycie się w nim podkochuje. To było niewinne i na swój sposób fajne, bo każdy przez to przechodzi. Widząc go teraz i mając w głowie wszystko to, co robiliśmy, mogłam wstydzić się i żałować podejmowanych przeze mnie decyzji i owszem, tak było, ale wiedziałam, że to wszystko stało się z jakiegoś powodu.
- Iza, zaraz ty – szepnęła mi do ucha Ala. Zauważyła Macieja i zaklęła.
- To on? TEN Maciej? Co on tu robi? - dodała, gorączkowo szukając dowodu. Wzruszyłam ramionami. Znowu komunikowaliśmy się bez słów, Macieju. Wiedziałam, po co tu przyszedłeś – żeby ostatecznie się ze mną pożegnać. Jak wrócę, to pewnie już się domyśliłeś, nie będziemy mieli żadnego kontaktu. Nie wyjdą bajeczki o zachowaniu przyjaźni. Przyszedłeś więc tutaj, żeby ostatni raz mnie zobaczyć. Przyszedł się pożegnać – odpowiedziałam, wciąż na niego patrząc. Bezgłośnie wypowiedział słowa, których się spodziewałam.
- Ja też – szepnęłam cicho, odwracając się. Przeszłam przez odprawę i kiedy ostatni raz odwróciłam głowę, Macieja już nie było.

EPILOG
- Jak dobrze mieć cię znowu przy sobie! - krzyknął Aleks, próbując przekrzyczeć głośna muzykę. Roześmiałam się i ściszyłam trochę radio. Pocałowałam go w policzek i otworzyłam schowek, w którym były moje okulary.
- Cały czas nie mogę się przyzwyczaić, że teraz jest zima. To znaczy, taka prawdziwa, z minusową temperaturą i śniegiem – odpowiedziałam. Aleks udał, że robi oburzoną minę.
- Ale oczywiście też za tobą tęskniłam – dodałam z uśmiechem. Aleks odebrał mnie z lotniska i właśnie jechaliśmy do galerii, żeby coś zjeść. Jako, że nigdy nie byłam dobra w podróżowaniu, oczywiście nie wzięłam ze sobą dużo ciepłych rzeczy i teraz zamarzałam w cieniutkiej kurteczce. Aleks zdążył mi to już wypomnieć ze trzy razy, ale tak bardzo za nim tęskniłam, że absolutnie mi to nie przeszkadzało.
- Jak ostatni raz cię widziałem, byłaś chudsza – powiedział, udając, że jest zły. Wiedziałam, że nawet, jeśli faktycznie przytyłam, to mu to nie przeszkadza. Przeciwnie, bardzo się z tego cieszy. Walnęłam go w ramię i zmarszczyłam brwi.
- A ty byłeś milszy – odgryzłam się. Delektowałam się atmosferą: obecnością Aleksa, znajomymi zapachami, nawet zmęczenie podróżą było cudowne. Czułam, że żyję; tak naprawdę, pierwszy raz od dawna wszystko było na swoim miejscu. Nie napisałam do Macieja, nie rozmawiałam z nim, kiedy byłam za granicą. On też nie szukał kontaktu. Zrobiłam wszystko, żeby przestał dla mnie istnieć i tak właśnie było, jakby te kilka miesięcy ciągłych przepychanek trwało w mojej głowie, w innym życiu. Aleks wjechał na parking galerii i zaparkował.
- Muszę iść do łazienki. Poczekasz na mnie? - zapytał Aleks, całując mnie w czoło. Weszliśmy na teren centrum i skierowaliśmy się w stronę toalet. Aleks poszedł do środka, a ja czekałam przed drzwiami. Nagle zauważyłam coś, czego mogłam się przecież spodziewać: przecież nie pozostawiłam mu żadnych wątpliwości, że będziemy kiedyś razem. Sama wróciłam do Aleksa. Dlaczego więc widząc Macieja, szczęśliwego Macieja za rękę z dziewczyną poczułam, jakbym miała zwymiotować? Wyglądał o wiele lepiej niż wtedy, kiedy ostatnio się widzieliśmy. Był jakby zdrowszy, cały czas się uśmiechał. Dziewczyna, to zabawne, była nawet podobna do mnie – to forma rekompensaty, czy byłam zwyczajnie bezczelna? Rudowłosa musiała być przyczyną tej poprawy nastroju. Stali przed wystawą sklepu, szepcząc coś do siebie. Co jej mówił? Serce biło mi jak oszalałe; z jednej strony chciałam, żeby mnie zobaczył, wiedział, że wróciłam, ale z drugiej miałam ochotę uciec. Stałam więc jak sparaliżowana przed drzwiami, czekając na Aleksa. Nie mogłam dopuścić, żeby go zobaczył.
- Coś się stało? - zapytał nagle, wychodząc z łazienki. Zaprzeczyłam, chwytając go mocno za rękę. Pociągnęłam go w odwrotną stronę, co Maciej i jego dziewczyna, przyspieszając kroku. Bałam się tego, co może się stać. Nic, nic.
- Chcę tylko coś zobaczyć – wyjaśniłam nieumiejętnie, ukrywając zakłopotanie nerwowym uśmiechem. Aleks, zajęty opowiadaniem mi o tym, co się działo podczas mojej nieobecności, nie zauważył, że się odwróciłam. Robisz to samo. Nie wiem czemu, może widziałeś mnie wcześniej, może to przypadek. Nie jesteś na tyle daleko, żebym nie widziała wyraźnie Twojej twarzy. Uśmiechasz się lekko, jakbyś mówił, że już wszystko jest dobrze. Każde z nas prędzej czy później poradziło sobie z tą całą sytuacją. 'Ta sytuacja', zabawne określenie naszym relacji. Odwzajemniam uśmiech, jak wtedy na lotnisku, bo chociaż to miał być ostatni raz, udało nam się jeszcze spotkać. Zamknęliśmy ten rozdział, ty i ja. Nigdy by się nam nie udało, może w innym życiu. Odwracam głowę i całuję Aleksa. Kiedy ponownie spoglądam za ramię, ciebie, jak te kilka miesięcy temu, kiedy ostatnio się widzieliśmy, już nie ma. Żegnaj Macieju.